Było to pewnej nocy…

Było to pewnej nocy,
gdy rzeczywistość życia,
ta heroina nie-boskiej
komedii,
której grę śledziliśmy
z większym lub
mniejszym zainteresowaniem –
odsłoniła swoją twarz…

Przerażony zamknąłem
drzwi mego biednego
pokoiku Wyobraźni.
Nie mogłem zapomnieć
tego obrazu,
ziejącego pustką
jak czeluść grobu.
Żadnego śladu życia.
Teraz to naprawdę
DALEJ JUŻ NIC.

To nie była ta
wspaniała Piękna Pani –
śmierć.

To co zobaczyłem,
było obrzędem
Jej oficjalnych
kapłanów.

Dziś przypomina mi
się podobna chwila kilka
lat później:
„Z nylonowego worka
wyciągnął coś ciemnego
ziemisto-czerniawego.
Ziemia wbiła się w kości
czaszki,
i jeszcze jakiś zetlały łach
sukni.
To była moja Matka.
Głowa. Ten wspaniały
wytwór natury
i humanizmu –
zardzewiały,
obłocona bryła…

Zamknąłem się
w swoim Biednym
Pokoiku Wyobraźni.
Z rozpaczą powtarzałem
DALEJ JUŻ NIC…
Wiedziałem, że
muszę zniszczyć
tę czeluść ziejącą…
Zacząłem ją zakrywać,
owijać, kneblować,
zabijać deskami…
Z desperacją,
furią
i…
z wielką miłością
wizerunku
człowieka.

 

Tadeusz Kantor, „Komentarze intymne”, 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 37-38.