Cyrk, 1957 – Partytura „Cyrku”

Kazimierza Mikulskiego, 1957
Partytura
Cyrkowcy wychodzą na scenę. Szum oklasków ze wszystkich stron, akustycznie
ogarnia całą salę.
Szum oklasków przechodzi w szum deszczu.
Cyrkowcy chwytają podziurawione, ociekające deszczem parasole, osłaniają się nimi. Deszcz wzmaga się.
Pantomima.
Fabuła
Konferansjer wśród publiczności robi swoje uwagi, nie kryje prawdy o biednych cyrkowcach. Dyrektor cyrku, Franciszek śpiewa swój poemat, jest bowiem poetą, rozmawia ze swoją żoną, Małgorzatą, która za kulisami piecze kaczkę. Jest to najzdolniejsza kaczka trupy. Przeznaczono ją na zjedzenie. Widocznie
sytuacja nie jest najlepsza.
Partytura
śpiew dyrektora cyrku.
Na aktora opada białe, duże płótno. Uwikłany w środku ruchami rąk i całego ciała manewruje komicznie tym białym fantomem. Ostre światło padające od tyłu rzuca na płótno ruchliwą i łamiącą się sylwetkę śpiewaka.
Małgorzata, żona dyrektora:
wielkie białe nogi i uda siedzącej aktorki wystają spoza kulis.
Fabuła
Ktoś puka do okna. Przez okno wchodzi klaun August. Deszcz nie nastraja go wesoło. Również fakt, że jest zredukowanym klaunem.
Przychodzi po prostu z przyzwyczajenia. Może również z nadzieją. Małgorzata wysyła męża po sól do kaczki. Mąż wychodzi.
Partytura
Na scenie nie ma okna. Są tylko nagie, biedne deski sceniczne. Sama podłoga. W podłodze jest otwór, nawet nie zapadnia, po prostu dziura. Z niej wyłania się najpierw parasol zamknięty, a potem klaun August do połowy ciała. Gra tylko sam kadłub z parasolem.
Fabuła
Po wyjściu dyrektora cyrku konferansjer zdradza publiczności zakulisowe tajemnice, romans klauna i Małgorzaty.
Partytura
W tym samym momencie z otworu w podłodze sceny wynurza się obok klauna Małgorzata.
To zbliżenie trwa krótki moment, bowiem wchodzi dyrektor. Małgorzata znika razem z klaunem.
Fabuła
Zdradzony mąż prawdopodobnie widział, wchodząc, znikającą parę. Nie chce jednak z wrodzonej delikatności zadrażniać sytuacji.
Zwłaszcza że wchodzi nowy gość, żongler Anastazy. Z niejasnych uwag konferansjera wnioskujemy, że żongler również jest bez pracy, a cyrk po prostu został zlikwidowany.
Widocznie nie ma to jednak dla cyrkowców większego znaczenia. Wystarczają im marzenia o rychłej i wielkiej premierze.
Deszcz pada nieustannie. Chory żongler robi wszystko, by ukryć swoje życiowe niepowodzenie. Robi to zresztą również dyrektor cyrku. Zwierza się żonglerowi, że w szafie hoduje tresowane myszy z myślą o wielkiej premierze. Obaj wychodzą na szafę. Z niejasnych zwierzeń żonglera wynika, że jest niebezpiecznym zboczeńcem.
Partytura
Na podłodze sceny stoi jedyny  p r z e d m i o t: czarna szafa.
Prawdziwa szafa. Żongler i Dyrektor cyrku wychodzą na szafę. Jest im tam bardzo dobrze. Czują się, jak na szczycie swoich marzeń. Ogarniają stamtąd rozległe perspektywy. Przez szparę zaglądają do szafy. Odrzwia szafy powoli się otwierają. Wewnątrz jak manekiny stoją dwie woltyżerki w czarnych, lakierowanych spódniczkach.
Dyrektor szybko szafę zamyka.
Fabuła
Żongler pragnie zademonstrować swoją sprawność, choć z góry wiadomo o wyniku.
Chwyta trzy jedyne szklanki dyrektora cyrku, podrzuca i tłucze po kolei. 
Partytura
Żongler ustawia się na tle białego ekranu. Chore ręce usiłują wykonać jakieś ruchy. Na ekran i na postać żonglera rzucona projekcja filmowa – wyrzucone w górę świetliste odłamki i odpryski opadają gwałtownie w dół, rozbite doszczętnie. Wrażenie kataklizmu, dźwięk rozbitego szkła, postać żonglera zdeformowana i pocięta ulewą ostrych, świecących form obrazu filmowego.
Fabuła
Drugi eksperyment zręczności żonglera.
Wbrew sprzeciwom przestraszonego dyrektora cyrku, żongler ustawia go pod ścianą i przygotowuje się do rzucania nożami wokół jego postaci. Ponieważ jest raczej ciemno, daje mu do ręki świecę.
Dyrektor śpiewa żałosny wiersz pełen złych przeczuć. Żongler rzuca nożem. Okrzyki żonglera pozostają bez odpowiedzi. Żongler szybko wychodzi.
Małgorzata wnosi upieczoną kaczkę na półmisku. Woła. Żongler z korytarza odpowiada, oznajmiając śmierć dyrektora cyrku.
Partytura
Dyrektor cyrku stoi na scenie ze świecą płonącą. śpiewa swój ostatni poemat. Obłąkany żongler zamierza się nożem. Ekran. Projekcja filmowa.
Szyba, po której spływają krople deszczu. Coraz gęstsze. Za nią widoczna postać dyrektora cyrku pod parasolem. Z parasola spływają strugi deszczu. Stary cyrkowiec oddala się coraz bardziej. Odwraca twarz.
Deszcz na szybie zaciera powoli cały obraz.
Wchodzi Małgorzata z talerzem. Oczywiście, żadnej kaczki na talerzu. Wchodzi zabójca Anastazy i kochanek August. Cała trójka stoi z żałobnymi
minami. Każde z nich wygłasza rodzaj epitafium pogrzebowego.
Fabuła
Stypa. Wszyscy zasiadają do stołu. Wnoszą na fotelu ciało dyrektora cyrku. Małgorzata podaje upieczoną kaczkę. Konferansjer dzieli się swymi uwagami z publicznością – nad makabryczną ucztą. Rozwodzi się nad nieprzyzwoitym wprost apetytem ucztujących.
Dyrektor umarły oburzony rozrzutnością Małgorzaty. Małgorzata rewanżując się otwarcie wypowiada swoją opinię o jego talencie i poezji.
Zbulwersowany dyrektor cyrku odchodzi w zaświaty.
Partytura
Stypa. Aktorzy podnoszą kolosalny worek czarny, który leżał zwinięty w tyle sceny. Podnoszą go w ten sposób, że nagle wszyscy znajdują się w jego wnętrzu. Worek zajmuje całą powierzchnię sceny. W worku znajdują się otwory. W nich pojawiają się głowy aktorów, w innych otworach ręce. Jest bardzo dużo rąk, ponieważ w worku poza aktorami znajduje się kilku statystów. Ci mają prawo tylko do wystawienia rąk. Ręce i głowy tkwiące w czarnej materii. Poruszają się, zbliżają do siebie, oddalają, półmisek biały krąży  z  r ą k  d o  r ą k. Tej funebralnej pantomimie towarzyszą spotęgowane głośnikiem wewnątrz dźwięki łamania kości.
Dyrektor cyrku z płonącą świecą w ręku wchodzi bardzo powoli, podtrzymywany przez dwie czarne, lakierowane woltyżerki.
Czarny, ogromny worek z głowami i rękami faluje, w spazmatycznych ruchach, które z wolna zanikają, wszystko z wolna opada, głowy i ręce kolejno nikną.
Dyrektor już się oddalił.
Wraca jeszcze raz. Rozgląda się. Otwiera szafę, wyciąga stary swój parasol, otwiera go. Parasol spływa deszczem.
Dyrektor cyrku wychodzi na dobre.”

(Tadeusz Kantor, Metamorfozy. Teksty o latach 1938 – 1974, wybór i opracowanie Krzysztof  Pleśniarowicz, Cricoteka, Księgarnia Akademicka, Kraków 2000, s. 165-168)