Bardzo krótka lekcja, Charleville – Mézières 1988

Miłosierny ślub Projekt do spektaklu, Kolekcja prywatna, Kraków fot. Cricoteka

Miłosierny ślub Projekt do spektaklu, Kolekcja prywatna, Kraków fot. Cricoteka

Une très courte leçon

Institut International de la Marionette, 16.08-10.09

Tadeusz Kantor spotkał się z młodymi ludźmi teatru, którzy mieli już za sobą swoje doświadczenia artystyczne. Pierwsze zajęcia odbyły się w sali wykładowej, która szybko znużyła twórcę. Po kilku dniach przeniesiono się do instytutowej sali teatralnej. Artysta przyjechał z zamiarem stworzenia spektaklu o domu. Przywiózł ze sobą szkic swojego obrazu Mój domprzedstawiający… komin, jedyny element domu, który ocalał po katastrofie. Wspólne rozmowy o domu poprzedziły pracę na scenie. Ustalono, że akcja będzie odbywać się w pokoju, który zaimprowizowano na scenie. Używane ubrania z targu, trochę podniszczone przez artystę stały się kostiumami. Najpierw zapoznał się z mieszkańcami tego domu – z aktorami. Spotkania w teatrze często kończyły się w pobliskich kawiarniach. Przy litrach kawy, w oparach dymu z papierosów powoli zaczęła  powstawać idea spektaklu. Prezentacja aktorów była na tyle ciekawa, że stała się jego początkową częścią. Autor sztuki – postać sceniczna ma zamiar przedstawić swój utwór Śmierć poety w pokoju. Pojawiają się postacie, które stworzył. Żyją swoim życiem, mówią swoje teksty. Nie poddają się regułom dramatu stworzonego przez Autora, który ciągle niepewny tego, co może się wydarzyć, usprawiedliwia się przed publicznością. Wnoszą na scenę swoje obsesje, przedmioty.  Propozycje aktorów poddane korektom artysty, który na swój sposób zsyntetyzował je, skrócił ich los do jednej chwili – składają się na pierwszą część spektaklu graną przy dźwiękach tanga. Zamieszanie wywołuje postać „Ona”, która pojawia się zbyt wcześnie. Jej kilkakrotne zjawianie się i przywoływanie smutnej melodii, wprowadza niepokój i zapowiada drugą część spektaklu. Autor cierpliwie tłumaczy jej, że choć dobrze gra swoją rolę, to pomyliła się, ma wystąpić dopiero w następnej części. Jeszcze upewnia się, czy „Ona”nie zapomni swojej roli. W końcu poeta, który cały czas siedział przy stole, odwrócony tyłem do widzów daje się namówić na zaprezentowanie swojej kwestii. On również zawodzi Autora. Deklamuje wiersz Artura Rimbaud Le dormeur du valzamiast wygłaszać przewidziany tekst. Autor za wszelką cenę usiłuje opanować chaos, który ogarnął scenę. Niepodobna kontynuować spektaklu, ale jeszcze chce spróbować. Aktor grający tę postać ma predyspozycje do improwizowanych ról komicznych, których to cech Kantor nie zmienił.

(fragment artykułu Ostatnie cricotages Tadeusza Kantora, Anna Halczak, tekst publikowany w „Didaskalia”, grudzień 2000r.)

 

W czasie pracy powstawała scenografia. Pracownicy techniczni zbudowali ścianę pokoju z oknem, na scenie stopniowo pojawiły się meble: stoły, krzesła, łóżko. Słuchając różnych utworów muzycznych wybierano odpowiednie melodie. Aktorzy nagrywali śmiech, deszcz, dodatkowe elementy dźwiękowe zastosowane w spektaklu. Zachowania, kwestie aktorów czujnie obserwowane i wychwytywane przez Tadeusza Kantora dopracowywano, ustalano ostatecznie kształt postaci scenicznych. Idea domu, pierwotnych zachowań człowieka powoli oddalała się. Autor, perypetie jego dzieła sztuki, postać „lokalnego” poety Artura Rimbaud zaczynały dominować na scenie. Uporczywie pojawiająca się na niej „Ona” czyli panna młoda, tym razem w welonie, w końcu musiała kogoś poślubić. ¦lub na zawsze, do końca, jak to w teatrze Cricot 2 (Gdzie są niegdysiejsze śniegi, Wielopole, Wielopole, Nigdy tu już nie powrócę) bliski jest śmierci. Panem młodym staje się „On” – poeta. To jemu panna młoda zakłada pętlę na szyję. Ceremonii ślubu dopełnia groteskowy pogrzeb. W rytmie tanga korowód mieszkańców pokoju pojawia się na scenie tańcząc z trumną. Po kilku okrążeniach stołu, na którym odbył się żałosny ślub postacie zdejmują panu młodemu pętlę, rozbierają go, pozostawiając żonie jego ubranie i wynoszą go w trumnie za scenę. „Ona” jeszcze przez chwilę kontynuuje swój taniec, po czym dołącza do pozostałych postaci. Większość aktorów, już prywatnie, nie kontynuując swoich ról powraca na scenę. Powoli odwracają ścianę pokoju  – obracając ją ukazują jej tył. Pokój zamienił się w teatr. Aktorzy stają się widzami. Zmienia się światło. Teraz panuje półmrok, tylko to, co dzieje się za oknem – za sceną jest oświetlone: somnambuliczny taniec panny młodej z ubraniem poety, „On” wstający z trumny i powracający do niej. Widzowie-aktorzy komentują zrytmizowany muzyką spektakl, ten taniec miłości i śmierci, który odbywa się po drugiej stronie. Autor nadal nie rozpoznaje swojego dramatu. W dalszym ciągu nie udało mu się zapanować nad swoim dziełem.  ¦lub stał się pogrzebem, panna młoda zamiast miłości daje śmierć. „On”, który od początku miał umrzeć (nad stołem, przy którym siedział wisiała pętla), ciągle wstaje z trumny. Postacie sceniczne zamiast rozwoju dramatu wprowadzają chaos. Ich życie sprowadzone do kilku chwil, jednego gestu, często jednego słowa prowokuje do ciągłego powtarzania tych samych kwestii.

(fragment artykułu Ostatnie cricotages Tadeusza Kantora, Anna Halczak, tekst publikowany w „Didaskalia”, grudzień 2000r.)

 

Scena spektaklu "Ona": Marie Vayssière "On": Jean-Marc Novis fot. Patrick Argirakis

Scena spektaklu „Ona”: Marie Vayssière „On”: Jean-Marc Novis fot. Patrick Argirakis

I nie dość, że spektakl kompletnie się nie udał, to jeszcze nie ma zakończenia. Pomimo wolności (już nie ma Cenzury, która w pierwszej części krytykowała cały spektakl) tam, po drugiej stronie nic się nie kończy. Gesty powtarzane za życia nie kończą się. Także tam panuje samotność. To co pozostaje to sztuka, dzieło sztuki. A wyobraźnia jest najważniejsza, wieczna. Ta Bardzo krótka lekcja była i lekcją dla artystów, jak można tworzyć teatr i przewrotną lekcją-przesłaniem doświadczonego artysty dla młodszych: czym jest kondycja artysty, dzieło sztuki, sztuka.
      Temat ten podejmuje Tadeusz Kantor w Teatrze Cricot 2, w spektaklu Nigdy tu już nie powrócę, którego premiera odbyła się kilka miesięcy wcześniej, a niektóre sceny w nim zmieniał jeszcze po powrocie z Charleville-Mézières.    

(fragment artykułu Ostatnie cricotages Tadeusza Kantora, Anna Halczak, tekst publikowany w „Didaskalia”, grudzień 2000r.)