Ludzie – Atrapy

„Infernum – wnętrze”, w które wszedłem.
Obraz, jego „wydzielina”, materia mego organizmu.
Życie w swojej czystej postaci, które przepływa
przez tę materię.
Tylko: przepływa.
Znaleźć ISTOTY, które by podlegały temu przepływowi,
b e z w o l n e.
(Ciągle ta postać ludzka.)
I znalazłem:
ATRAPY. ATRAPY LUDZKIE.
Znalazłem w moim teatrze.
W mojej biednej Budzie Jarmarcznej.
I tutaj miejsce na ważne wyjaśnienie:
skąd nagle TEATR?
Zastanawiałem się, a jeszcze bardziej zastanawiali
się nad tym inni.
Czy to dobrze dla malarstwa rozwiązywać jego
problemy w innej dyscyplinie. Wzbudzało to
na pewno niejakie wątpliwości co do powagi mego
malarstwa. Czy jestem „rasowym” malarzem?
Wtedy, wydaje mi się, dokonałem ważnego „odkrycia”.
Zrozumiałem, że w konwencjonalnym myśleniu o sztuce
należy przeprowadzić naglącą korektę.
Że sztywne, uświęcone tradycją granice między
sztukami należy znieść i że ich PRZEKRACZANIE jest
nie tylko dozwolone, ale w pewnych momentach
trudnych ZBAWIENNE!
Granice z natury swojej zamykają, krępują MYŚL
i jej bieg kapryśny i „nieobliczalny”.
Płaszczyzna obrazu często staje się zbyt „ortodoksyjną”,
aby zdołać zawrzeć myśl wybiegającą poza prawa struktury
obrazu.

 

"Nieboszczka", z cyklu "Ludzie - Atrapy", 1961, Muzeum Sztuki w łodzi

„Nieboszczka”, z cyklu „Ludzie – Atrapy”, 1961, Muzeum Sztuki w łodzi

(Jedno dość istotne zastrzeżenie: teatr nie może
stać się terenem aplikowania efektów malarskich,
jak to się zbyt często ostatnio zdarza.
To „przekroczenie” granic malarstwa musi być koniecznością.
Nawet gdy przekracza się te granice, to
malarstwo istnieje. Jak nasze miejsce rodzinne.)
Należy działać w całości sztuki.
Dziś dorzucę: i nie zapominać o swoim miejscu rodzinnym.

 

 

Tadeusz Kantor, „Komentarze intymne”, 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 10.