Ludzie

Gdy cofam się dziś myślą wstecz,
konstatuję, nawet z pewnym zdziwieniem, że nie namalowałem
w moim życiu ani jednego pejzażu, ani jednej „martwej natury”.
Nie malowałem świata, w którym człowiek był nieobecny.
Gdy oddalałem się w stronę abstrakcyjnych rozmyślań, zawsze
gdzieś nagle wynurzała się postać i wizerunek człowieka.
Figura ludzka.
Dziwna jest ludzka natura artysty.
Miesza się w niej wszystko:
zło i dobro,
prawda i kłamstwo,
świętość i brud,

miłość i śmierć,
uniesienie i przekleństwo,
patos i codzienność,
czystość i sprośność,
postęp, radykalność z tęsknotą do przeszłości, do cofania się wstecz,
awangarda i tradycja…

Bez tytułu, z cyklu "Postaci zaambalowane", 1981, Galerie de France w Paryżu

Bez tytułu, z cyklu „Postaci zaambalowane”, 1981, Galerie de France w Paryżu

 

Po tej litanii sprzeczności mogę już wyznać,
że przy wszystkich moich prowokacjach, protestach –
w jakimś tam kącie tego mojego Biednego Pokoiku Wyobraźni,
tak „na boku”,
dla siebie tylko,
rysowałem i malowałem… figury ludzkie pozbawione wszelkich
pretensji do jakichkolwiek teorii i formalnych wyrafinowań.
Tylko dla siebie.
Dziś rozumiem wielkość tego skromnego zadania.
Tylko dla siebie!

W tych intymnych momentach, nie oglądając się na to,
co się dzieje naokoło, po prostu – rozmawiałem ze sobą.
Sam ze sobą. Jak za czasów dzieciństwa.
Maniak, dziwak, egocentryk, aspołeczny, wróg ludu.
Pamiętam dalsze epitety i obelgi.
Dzisiaj wiem na pewno, że w tych chwilach,
jak nigdy,
p r o t e s t o w a ł e m
przeciwko światu
z jego dumną, „stadową” cywilizacją,
z masowymi ideologiami,
z masowymi, w imię postępu, teoriami sztuki,
z jego brutalnymi żądaniami ofiary, którą miałem obowiązkowo
składać z mego wewnętrznego, prywatnego życia.
Z mego dramatu osobistego,
z mego bólu, cierpienia,
z mych słabości,
z mych lęków…
Dziś wiem na pewno, że te obrazy, robione „dla siebie”
były naprawdę „moje”.
I wiem na pewno, że to był mój największy bunt i protest.

 

Tadeusz Kantor, „Komentarze intymne”, 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 39-40.

 

"Emballage III", 1967-73 Muzeum Narodowe we Wrocławiu

„Emballage III”, 1967-73 Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Powstawały postacie coraz liczniejsze,
całe pochody:
Wędrowcy i ich bagaże,
Chłopcy z czasów mojej szczęśliwej młodości,
Staruszkowie powracający do Umarłej Klasy szkolnej,
Dzieci zamknięte w ławkach szkolnych jak uwięzione,
Kloszardzi, Żydzi Wieczni Tułacze.
Ludzie zrośnięci ze swymi przedmiotami,
ze stołem,
z krzesłem,
z drzwiami,
z oknem,
ze śmiercią,
ze swoją kochanką.
Wykolejeńcy, wisielcy, kaci, prostytutki, cała, jak to nazywam,
świta świętego François Villona,
Żołnierze idący na front,
moja rodzina, moja matka, ojciec, krewni…
Czasami wpadałem w złość i wtedy stawałem się okrutnym Sędzią,
przybijałem gwoździami, przywiązywałem sznurami, ręce zastępowałem
drewnianymi, surowymi deskami,
wykrzywiałem twarze, robiłem z nich „pierogi” i „naleśniki”
bez śladu myśli
i uczucia.
Brałem odwet.
Było to również oskarżenie.

 

Tadeusz Kantor, „Komentarze intymne”, 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 40-41.