Metamorfozy

Rok 1947.
Rok przełomowy.
Decyzje stają się radykalne.
Zniknął wizerunek człowieka, uznany dotychczas za jedynie
wiarygodny.
Zaczęły stopniowo pojawiać się jakieś biologiczne formy
życia – niższego gatunku, niemal animalistyczne, z resztkami
śladów „rodzaju ludzkiego”, a może z jego
zapowiedzią.
Na nowo, od nowa rozpocząłem ten cykl stwarzania.
Może tym razem się uda!
To nie był wyraz awangardowego buntu profanującego
tradycyjny wizerunek człowieka.
To nie w kategoriach estetyki dokonywał się ten akt
deformacji klasycznego piękna.
To czas wojny i „panów świata” sprawił, że straciłem
jak wielu, zaufanie do owego dawnego wizerunku,
o wspaniale uformowanych kształtach,
gatunku wyrosłego ponad wszystkie inne, niższe
jakoby gatunki.
To było odkrycie! Że pod tymi niemal świętymi
rysami może kryć się  b e s t i a.
Takie jest moje tłumaczenie dzisiaj.
Takie było i w tych latach, które nadeszły po wojnie.
Pamiętam, z jaką niechęcią i lodowatą obojętnością
patrzyłem wtedy na te wszystkie wizerunki człowieka
zaludniające tłumnie ściany muzeów, spoglądające
na mnie niewinnie, jakby nic się nie stało,
bawiące się, tańczące, ucztujące, pozujące.
Jak gorączkowo szukałem innej ziemi i innej
przestrzeni.
Z jaką dumą widziałem „i n a c z e j” owe surowe,
podawane do wierzenia biblijne dni „GENEZIS”.
Zaczęła rodzić się nieufność do jakoby „wyższych form”
gatunku ludzkiego i cywilizacji.

 

Tadeusz Kantor, „Komentarze intymne”, 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 4.

 

Kompozycja "Człowiek z parasolem", 1949, Muzeum Narodowe w Warszawie

Kompozycja „Człowiek z parasolem”, 1949, Muzeum Narodowe w Warszawie

Kompozycja „Człowiek z parasolem”, 1949, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

I jakiś wewnętrzny imperatyw zejścia
w głębsze i niższe pokłady natury.
Natury i kondycji ludzkiej.
W rzeczywistości
nie było to takie proste.
Trzeba było uporać się
z wieloma przeciwnikami.
Najpoważniejszym była
świadomość
uformowana wieloletnią
praktyką.
Ta cenna skądinąd
zaleta ma niedobrą
skłonność do ortodoksji.
Ponieważ postanowiłem
nic nie ukrywać
przyznam się, że w takich
momentach traciłem
wiarę w istnienie dalszego ciągu.
DALEJ JUŻ NIC!
Będzie to zdanie
powtarzało się jeszcze
wielokrotnie w moim
życiu.
Chwile zwątpienia.
Na pewno tak.
Ale wypowiadając to
„nihilistyczne” zdanie,
świetnie się czułem.
Rozpacz daje mi zawsze
w następstwie
ogromną siłę.
Byle się nie poddać!

 

Tadeusz Kantor, „Komentarze intymne”, 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 4-5.